Introwertyczka na zakupach – 14 sposobów na poświąteczną chandrę

Też to znasz? Tyle wysiłku, tyle przygotowań, tyle walki o świąteczną atmosferę… A potem 3 dni, jedna uroczysta kolacja, 2 dni obżarstwa i koniec! Poziom rozczarowania może zwalić z nóg.

U mnie dochodzi jeszcze stres, by dzieciaki się nie kłóciły, by zachowywały się grzecznie w trakcie wizyt u dalszej rodziny (niestety „grzecznie” w wielu domach oznacza: „jakby ich nie było”) i przy okazji poczuły magię świąt (wyczuwacie tu pewną rozbieżność interesów…?)

Oj tak, grudzień był trudny. Za to styczeń jest… pusty. Zimy nie widać, dni są krótkie i szare, do tego ten smog… Ach! Na samą myśl dopada mnie styczniowa chandra. Ale mam na nią sposoby. Wszystkie są… Turkusowe! <3

Czy jest coś bardziej kojącego od zdjęcia idealnie turkusowych fal rozbijających się o piaszczysty brzeg plaży? Chyba tylko pejzaż tafli wody otoczonej przez góry. Ps. Uwielbiam kupować plakaty i zdjęcia w formie elektronicznej. Nie muszę się martwić o koszt transportu lub ślad ekologiczny zakupu z drugiego końca świata. No i mogę zlecić wydruk w takim rozmiarze, na jaki mam ochotę.

W ponure dni najlepiej schować się na kanapie pod ciepłym quiltem, na przykład uszytym z batików (czyli tkanin barwionych ręcznie w tradycyjny sposób za pomocą wosku), choć w cudownie minimalistycznym i nowoczesnym stylu (piękne połączenie tradycji i nowoczesności).

Oczywiście, nie oszukujmy się – ręcznie robiony quilt z najwyższej jakości tkanin jest kosztowny. Więc może warto sobie taki uszyć samemu…? Batiki na quilt można kupić już w gotowym zestawie i w dodatku pocięte, więc wystarczy je zszyć, oddać do pikowania (lub pokusić się samemu) i gotowe.

No przecież, że nie będziesz siedzieć na tej kanapie tak o suchym pysku! Przydadzą się idealnie turkusowe (i raczej retro, choć wciąż niesamowicie piękne!) filiżanka na herbatkę i talerzyk na ciacho. Marka pochodzi aż z Australii, ale nie byłam w stanie znaleźć informacji, czy ich produkty pochodzą z Antypodów czy z Chin (obiecuję „apdejt”, kiedy zdobędę taką informację).

Jeśli jednak chcesz mieć pewność, że Twoja zastawa jest wykonana z zachowaniem najwyższych standardów etycznych i bez łamania praw człowieka, warto dokonać zakupu od rękodzielnika. Zwłaszcza że można znaleźć takie cuda jak te kubeczki od artystki ze Słowenii. Można do nich dobrać pasujące talerzyki jako podstawki lub na ciacho.

Ciasteczka (ofkors!) muszą być domowe, najlepiej w 100% roślinne – to najzdrowsze i często najtańsze rozwiązanie. Zważywszy na zimową aurę (lub jej brak), ja mam w planie te pierniczki migdałowe od Jadłonomii. Planuję też własną produkcję masła migdałowego lub zastąpienie go zwykłym masłem orzechowym i odrobiną aromatu migdałowego.

Żeby pieczenie było maksymalnie wygodne i „zirołejstowe” (taka moja nowomowa, chodzi oczywiście o to, by było w zgodzie z ruchem „zero waste” czyli minimalizowaniem ilości odpadów), zamierzam zaopatrzyć się w tę matę silikonową do pieczenia z Ikei. To, że jest turkusowa, to tylko dodatkowy bodziec, by nabyć ją jak najszybciej i raz na zawsze pożegnać się z papierem do pieczenia.

Zagonię też do roboty moich małych pomocników. A żeby zachęcić ich do pracy, zlecę im stemplowanie, np. takim stempelkiem do ciastek (prawie w całości drewniany! Mi lajk it!).

Uff… Zmęczyłam się trochę tymi ciastkami. Miało być leżenie na kanapie, a znowu pognałam do kuchni. Ale żeby miło zakończyć ten wpis, przejdźmy do łazienki. Na ścianie idealnie sprawdzi się zestaw „art printów”, wydrukowanych na… stronach starego słownika. A w dodatku motyw ośmiornicy to byłby hit wśród moich chłopaków (i każdego fana H.P. Lovecrafta!)

Całości dopełni hendmejdowy zestaw z mydelniczką, dozownikiem mydła lub szamponu i kubeczkiem na szczoteczkę do zębów. Kolory są po prostu obłędne i nawet nie chcę myśleć o ilości pracy, jaka wkładana jest w każdy zestaw. Świece z Ikei (w szkle, które następnie można wykorzystać jako pojemniki na tealighty lub inne przydasie) uzupełniają atmosferę domowego spa.

Ach! I co z tego, że za oknem śmierdząco, szaro i mokro. W domu, w którym rządzi turkus nie może być smutno!


UWAGA! Część odnośników do wybranych przeze mnie produktów to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli po kliknięciu w link dokonasz zakupu, ja otrzymam drobną kwotę w zamian za polecenie. Czy poleciłabym dany produkt nawet bez afiliacji? Jasne, wiele produktów nie ma linków afiliacyjnych, ponieważ w pierwszej kolejności wybieram produkt, a dopiero później sprawdzam, czy jest dostępny w moim programie afiliacyjnym.

Jednocześnie pamiętaj! To nie są moje produkty. Wielu z nich jeszcze nie przetestowałam, inne są na moim „30-dniowym okresie ochronnym” i dopiero zastanawiam się nad zakupem. Niektórych nigdy nie kupię, ponieważ nie mam na nie miejsca, a jedynie wzdycham do nich cicho przed ekranem komputera.

I ostatnia sprawa – niech moje „wiszlisty” nie będą kolejnym elementem marketingowej gierki nakręcającej konsumpcjonizm. Przed każdym zakupem zastanów się, czy rzeczywiście dany produkt jest Ci potrzebny i czy możesz kupić opcję lokalną/używaną/tańszą itd. Możesz też zawsze zrobić sobie dobrą kawę, usiąść z komórką na kanapie i pooglądać linki do rzeczy, które mnie inspirują, by lepiej mnie poznać. A jeśli masz opinię na temat któregokolwiek z tych produktów, koniecznie daj mi znać w komentarzu i/lub wiadomości prywatnej. <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top