8 sprawdzonych trików, które nakręcą Cię kreatywnie

Jesteś blogerem/Blogerką? YouTuberem/YouTuberką? Instagramerem/Instagramerką? (Dygresja – bycie poprawnym politycznie i używanie form żeńskich i męskich jest wkurzające, nie?)

Nie masz czasem wrażenia, że „elektroniczne formy ekspresji” traktowane są nieco po macoszemu w rodzinie zajęć kreatywnych? Jeśli powiesz w towarzystwie, że jesteś pisarzem, wzbudzisz zainteresowanie. Mówiąc, że jesteś aktorem, zachęcisz do dodatkowych pytań. Ale powiedz, że jesteś blogerką, a często zobaczysz pełen politowania uśmiech, okraszony pytaniem „Modową?”. Można by nawet powiedzieć, że jesteśmy milenialnym odpowiednikiem autorek romansideł za 9,99 zł.

A jednak tworzenie bloga, kanału na YouTubie czy profilu na Instagramie również wymagają odpowiedniego nastroju i inspiracji jak każde inne zajęcie kreatywne. Nie da się tworzyć, podchodząc do tematu jak do pracy w supermarkecie. Przynajmniej ja tego nie potrafię.

Dlatego przygotowałam dla Was (i dla siebie) kilka pomysłów, jak nastroić się do kreatywnie. Myślę, że tego rodzaju „umilacze czaso-przestrzeni” pomogą w każdym zajęciu, które wymaga skupienia, zaglądania w głąb siebie i kreatywnego podejścia do tematu – jaki by on nie był – choć ja osobiście wykorzystuję te triki podczas pracy nad moim blogiem. Mam nadzieję, że Wam również pomogą w Waszych twórczych zmaganiach.

Gotowi na mój zestaw pierwszej pomocy? Zaczynajmy:

1. muzyka

To pierwsze i najprostsze, kiedy myślę o budowaniu nastroju. Odpowiednia muzyka może pomóc praktycznie przy każdej czynności. Ale… Jeśli zazwyczaj w Twoim otoczeniu nie brakuje dźwięków i innych „bodźców audio”, to być może warto spróbować pracy w absolutnej ciszy? Na pewno nie jest to łatwe, zwłaszcza w miastach, gdzie ruch samochodowy czy pralka sąsiada (albo nasza własna lodówka) mogą skutecznie uniemożliwić rozkoszowanie się ciszą. W takiej sytuacji pomocne mogą okazać się stopery lub słuchawki.

A jeśli jednak wolisz pozostać w świecie dźwięku, polecam muzykę instrumentalną. Chociaż uwielbiam muzykę filmową, to odradzam ją jako tło do zajęć kreatywnych. Słuchając jej, zaczniesz myśleć o filmie, z którego pochodzi i nie będziesz w stanie skupić się na temacie, nad którym pracujesz.

W poszukiwaniach neutralnej, „lajtowej” muzyki instrumentalnej, natknęłam się na to. W pierwszej chwili uśmiałam się, ponieważ opis mówi, że to „muzyka do windy”. Jednak okazuje się, że najwyraźniej w takiej windzie mogłabym się skupić na pisaniu. Polecam Ci poszukiwanie własnej „muzyki do windy”.

2. otoczenie

Ach! Temat – rzeka. Odpowiednie otoczenie to +1000 do nastroju do pisania. Jako typowa introwertyczka uwielbiam pisać w… kawiarniach. Jestem otoczona ludźmi, którzy zajmują się swoimi sprawami, więc nie mam poczucia, że zabierają mi energię. No i ta wizja swojej osoby, jak z amerykańskiej komedii romantycznej. Regularne dostawy kawy, której nie muszę sobie sama robić, to tylko dodatkowy bonus.

Zdecydowaną większość pracy wykonuję jednak w domu. Dlatego uważam, że posiadanie własnego miejsca to podstawa, o którą powinnaś zadbać, jeśli planujesz pracować we własnych pieleszach. Nie mówię tu koniecznie o pracowni/biurze, a nawet własnym biurku. Czasem najwygodniejszym i najbardziej inspirującym miejscem do blogowania może być kanapa w pokoju dziennym lub fotel w pokoju dziecka. Nie pozwól, by utarte schematy myślenia blokowały Cię przed odnalezieniem Twojego kreatywnego miejsca. I uwierz mi, nawet jeśli masz swój kąt w tradycyjnym tego słowa znaczenia, możesz ze zdumieniem odkryć, że kreatywna strona Twojej osobowości woli zupełnie inne, pozornie nieprzystosowane do tego, miejsce.

W ramach anegdoty opowiem Ci historię z mojego życia. Przez kilka miesięcy wynajmowaliśmy niewielkie mieszkanie (kiedy nasze własne było remontowane) w starym budynku. Z pieniędzmi było krucho, więc i mieszkanie było, delikatnie rzecz ujmując, trudne w użytkowaniu. Znalezienie tam miejsca do pracy było praktycznie niemożliwe. Jedyny stół stał w kuchni, a pod nim była dziura (tak! dziura!) w ścianie, przez którą wlatywało zimowe powietrze. W pokoikach stało mnóstwo bibelotów właścicieli, których mieliśmy nie ruszać. Ostatecznie znalazłam dla siebie miejsce do pracy… w łazience. Była tam podgrzewana podłoga, a niewielką przestrzeń łatwo było ogrzać. Siadałam na stercie prania z komputerem na kolanach i dużym kubkiem herbaty, gotowa do podbijania blogosfery.

3. porządek

Niektórzy nie mają z tym żadnych problemów, inni nie są w stanie się skupić, jeśli cokolwiek leży na wierzchu. Nie chodzi o to, by w czasie przeznaczonym na pisanie bloga przystępować do sprzątania całego domu. Jednak często jest tak, że nieporządek w przestrzeni oznacza też nieporządek w głowie. Jeśli masz trudności ze skupieniem, spróbuj ogarnąć przestrzeń dookoła siebie (nawet jeśli to oznacza ukrycie wszystkich szpargałów w jakiejś szufladzie). Otaczanie się ładnymi (wiem, to pojęcie względne) rzeczami również może spowodować napływ inspiracji. Ja na przykład mam swój ulubiony quilt (to taki pikowany kocyk) i poduszkę, które uszyłam wieki temu. Mam do nich ogromny sentyment i budzą we mnie pozytywne skojarzenia. Nic więc dziwnego, że lubię je mieć obok siebie, kiedy siadam do pisania.

Porządek dotyczy jeszcze jednej strefy – być może niewidocznej dla osób z zewnątrz. Wiesz o czym mówię – o porządku w komputerze i na serwerach zewnętrznych. Uwierz mi, kiedy „sprzątnęłam” tysiące bezsensownych plików, zapychających mój dysk Google, tworzenie postów stało się znacznie prostsze.

Prawdopodobnie podpada to już pod kategorię „organizacji”, w której zdecydowanie nie jestem ekspertem, ale polecam uporządkowanie i stworzenie spójnego nazewnictwa plików, umiejscowienia zdjęć, przygotowanie tabelek z tagami czy linkami do postów. Tego rodzaju „porządki” to konieczność, jeśli pracujesz „na swoim”. Będziesz zaskoczona, o ile szybciej idzie praca, kiedy wszystkie niezbędne elementy masz pod ręką (wirtualną ręką, że tak się wyrażę).

4. zapachy

Zmysł węchu jest często ignorowany. Tymczasem okazuje się, że może mocno oddziaływać na nasze nastroje i inspirować do działania. Jeśli pracujesz w domu, polecam zacząć od porządnego wywietrzenia pomieszczenia, w którym zamierzasz pracować.. Nawet w środku zimy, kiedy poziom smogu przekracza wszelkie normy, warto raz dziennie otworzyć wszystkie okna na kilka minut, by wygonić z wnętrza zatęchłe powietrze. Latem oczywiście najlepiej jest zawsze zostawiać otwarte lub uchylone okna, a w miarę możliwości (i odporności na temperaturę) pracować na zewnątrz.

Zapachu czystego powietrza nic nie przebije. Ale kiedy już wywietrzymy mieszkanie, warto spróbować różnego rodzaju olejków zapachowych, świeczek zapachowych, a nawet kadzideł (choć tu warto upewnić się, czy aby na pewno nie zawierają szkodliwych składników). Zapach mięty, cytrusów, sosny, eukaliptusa – to mocne zapachy, które pobudzają do działania. Lawenda czy wanilia podobno działają uspokajająco. Zrób kilka testów, jakie zapachy najbardziej Ci odpowiadają i takich używaj.

Kolejna anegdotka: W przeszłości moją ulubioną miejscówką do pracy była kawiarnia w Ikei na wrocławskich Bielanach. Jednak często unosił się tam zapach świeżo pieczonego chleba, którego źródła nie byłam w stanie określić. Myślałam, że być może jest to sztucznie rozpraszany aromat, który (podobno) pobudza do zakupów. Czasem zapach był tak intensywny, że stawał się trudny do zniesienia. Byłam już gotowa pisać do kierownictwa Ikei z prośbą o zaprzestanie (nieudanych) prób manipulowania klientami, kiedy dowiedziałam się, że to, co miałam za zapach świeżego chleba, to zapach pochodzący z kominów fabryki syropu glukozowego, która znajdowała się w pobliżu… Czy muszę dodawać, że po dziś dzień nie znoszę zapachu świeżego pieczywa?

5. rozpraszacze

Rozpraszacze można łatwo podzielić na dwa rodzaje: te, które budzą wyrzuty sumienia, kiedy się nimi zajmujemy i te, które budzą wyrzuty sumienia, kiedy się nimi NIE zajmujemy.

Te pierwsze to przede wszystkim media społecznościowe. Jeśli masz aplikację na telefonie, prawdopodobnie wpadasz tam co chwila, by sprawdzić, co się dzieje. Jeśli masz powiadomienia (ostatnio dowiedziałam się, że są możliwe również na komputerach!), jest jeszcze gorzej, ponieważ telefon (lub komputer) sam Cię zwodzi, by tam zajrzeć. O powiadomieniach o nowym mailu nawet nie wspomnę…

Nie polecam Ci skasowania aplikacji Facebooka czy Instagrama, zwłaszcza jeśli „social media” to Twoja praca. I niestety na własnym przykładzie mogę dowieść, że skasowanie appki nic nie daje. Uruchamiam Fejsbuka w przeglądarce w telefonie i odpalam za każdym razem, kiedy otwieram komórkę.

Natomiast w czasie pracy nad nowym postem ZAWSZE uruchamiam tryb nocny/tryb „nie przeszkadzać”. Z pewnością masz coś takiego na swoim telefonie. Wystarczy porządnie przeszukać ustawienia. W mojej komórce oznacza to, że wszystkie powiadomienia są wyciszone i nikt poza osobami oznaczonymi jako ulubione się do mnie nie dodzwoni. To dość drastyczne rozwiązanie, ale dzięki temu mam pewność, że przypadkowy telefon nie wybije mnie z rytmu pracy.

Drugi rodzaj „rozpraszaczy” jest znacznie trudniejszy do… wyciszenia. Są to zazwyczaj nasze dzieci lub zwierzaki. Nawet jeśli nakarmiłaś dziecię, pobawiłaś się z nim i przygotowałaś mu zajęcie na czas Twojej pracy, prawdopodobnie i tak znajdzie powód, by wpaść do Ciebie „na chwilę” i sprawdzić, jak Ci idzie. Przynajmniej tak jest w przypadku moich synów. Nie ma dla nich nic bardziej nęcącego niż rodzic, który próbuje zająć się sobą.

Przyznam, że tego rodzaju rozpraszacze to moja (ukochana) zmora. Dlatego pracuję nad blogiem praktycznie tylko w godzinach porannych albo w nocy. Stąd też wyraźna wiadomość na stronie głównej mojego bloga, że nie mogę zobowiązać się do regularnego blogowania. Ot, uroki życia rodzinnego.

6. przekąski i napoje

Jak głupio by to nie zabrzmiało i bez względu na to, jak dużo czasu planujesz spędzić przed komputerem, polecam Ci przygotować przekąski. Nie sądzę, byś pracowała wystarczająco długo, by odczuć prawdziwy głód. Jednak większość z nas sięga po jedzenie nie tylko wtedy, kiedy jesteśmy głodni, ale też, gdy odczuwamy nudę lub niepokój. I na przykład, kiedy od kwadransa siedzisz nad jednym zdaniem i nie potrafisz uchwycić myśli, podgryzanie marchewki może Cię uspokoić. Czasem nawet nie musisz jeść tego, co sobie przygotujesz. W moim przypadku to bardziej próba oszukania własnego mózgu niż głód, ponieważ sama świadomość przygotowania się na wypadek „głodu” sprawia, że ten nie nadchodzi i mogę skupić się na pisaniu.

Jest jeszcze drugi aspekt przygotowania prowiantu. Jeśli w trakcie pracy zapominasz o całym świecie, po kilku godzinach może się okazać, że jesteś wściekle głodna i rzucasz się na cokolwiek, co znajdziesz w lodówce. Jeśli jest to jabłko lub seler naciowy, nie ma problemu. Gorzej, jeśli pierwsze, na co się natkniesz, to chipsy lub lody pozostałe po ostatnim napadzie depresji.

Napoje to odrębna kwestia. Jeśli masz problem z wypiciem minimum 2 litrów płynów w ciągu dnia, to ta rada jest dla Ciebie. Ja przygotowuję sobie dzbanek z herbatą lub 2 bidony pełne wody, jeszcze zanim usiądę do komputera. Popijam sobie coś co chwila w trakcie pisania i ani się obejrzę, a wypijam wszystkie moje zapasy. Jedyny (drobny) minus tej sytuacji to konieczność częstszego korzystania z toalety. Według mnie to niewielka cena za odpowiednie nawodnienie organizmu.

7. fizjologia

Poprzedni punkt pośrednio nawiązuje też do tego, a więc do spraw fizjologicznych. I w tym miejscu prawdopodobnie muszę Ci (i sobie) sprzedać mały OPR. Bo prawda jest taka, że choćbyś nie wiem jak się starała, choćbyś zaklinała rzeczywistość i naginała czasoprzestrzeń, to nie możesz (na dłuższą metę) zaniedbywać swoich podstawowych potrzeb. Pisanie bloga nie jest taką potrzebą (zaliczyłabym to raczej do potrzeb samorealizacji lub uznania), w przeciwieństwie do takich banałów jak sen czy zdrowa dieta.

Zadbaj o siebie. Upewnij się, że jesteś wyspana, zdrowo się odżywiasz, nawadniasz się, uprawiasz sport. Dobrze, jeśli jesteś zdrowa lub przynajmniej Twoje dolegliwości (zwłaszcza te przewlekłe) pozostają pod kontrolą. Nie jest to proste, zwłaszcza jeśli blogowanie to Twoje dodatkowe zajęcie. Jednak uwierz mi, że ignorowanie potrzeb własnego organizmu nie pomoże Ci w osiągnięciu sukcesu w blogowaniu.

8. zaplecze techniczne

Zaplecze techniczne (jak profesjonalnie to brzmi) nawiązuje trochę do punktu trzeciego, dotyczącego porządku. Tu jednak chodzi o coś więcej niż tylko porządek w plikach. Nie ma nic bardziej upiornego niż komputer, który zwiesza się na minutę przed zapisaniem kompletnego posta lub łącze internetowe, które nie pozwala na wrzucenie posta na stronę.

Zabezpiecz się na wszystkie możliwe sposoby (kolejna złota rada matki polki w temacie tzw. „antykoncepcji elektronicznej”). Ja piszę posty w aplikacji „Dokumenty Google”. Wszystko, co piszę, jest co minutę zapisywane i dostępne na dowolnym urządzeniu elektronicznym. Jeśli czekam w kolejce na poczcie lub u lekarza, mogę zrobić korektę posta na komórce. Później tylko kopiuję całość do WordPressa i mam gotowy wpis. Nie mówię, że to jedyne odpowiednie rozwiązanie – z pewnością jest ich wiele. Polecam Ci sprawdzenie kilku i wybranie opcji, która odpowiada Ci najbardziej.

Oprócz samego edytora tekstów, warto też zadbać o archiwizację danych, back up bloga (lepiej nie bazować tylko na automatycznym back up’ie oferowanym przez większość hostingów), aktualizację firewall’a czy programu antywirusowego. Dwustopniowe logowanie do mediów społecznościowych i nie podawanie swoich haseł to już tylko wisienka na torcie. Wydaje Ci się, że smęcę i tego rodzaju rada nie ma nic wspólnego z blogowaniem? Masz rację – nie ma. Dopóki ktoś nie wykradnie Ci hasła do Twojego profilu biznesowego lub bloga i nie zmieni go w reklamę porno-klubu. Albo nie wykradnie danych Twoich subskrybentów i nie narazi Cię na zarzuty niedostatecznego zabezpieczenia danych osobowych. Ach! Robi mi się zimno na samą myśl o ewentualnych konsekwencjach…


To tyle, jeśli chodzi o moje sposoby na przywołanie „weny”. Jestem bardzo ciekawa Twoich, więc jeśli masz jakieś przemyślenia w temacie, to daj znać w komentarzach lub w wiadomości bezpośrednio do mnie.

A jeśli mój post wydał Ci się ciekawy, będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go w sieci i polecisz swoim znajomym.


***

Jeśli dobrnęłaś aż tutaj, prawdopodobnie łączy nas więcej niż tylko problemy z brakiem weny. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz u mnie na dłużej.

Zachęcam Cię do zapisania się na listę mailingową. Dzięki temu będziesz na bieżąco otrzymywać informacje o nowościach na blogu, gratisach od Introwertyczki i sekretnych wiadomościach tylko dla newsletterowiczów.


Zdjęcie autorstwa Emmy Matthews dla Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top