Introwertyczki Przewodnik po Życiu | The introvert’s Guide to Living

Wybór nazwy dla bloga to absolutny horror, porównywalny tylko z wyjściem na imprezę rodzinną, na której z pewnością pojawi się Twoja szczupła kuzynka i młodsza (osiągająca ogromne sukcesy zawodowe) siostra!

Po prostu marzenie masochisty. Serio! Nie mam pojęcia, jak ludzie to robią i nie plują sobie w brodę przez następnych kilka tysięcy postów, jaki to ogromny błąd popełnili.

Poprzednia nazwa dla mojej marki przyśniła mi się, więc tu wybór był prosty. Zawsze ufam mojej intuicji. 🙂 Jednak tym razem przez kilka nocy z rzędu próbowałam coś wyśnić i d*pa – kompletna pustka. To znaczy miałam jeden ciekawy sen z Roarkiem w roli głównej, ale niestety oprócz “pewnej dozy relaksacji”, nie pomogło mi to w wyborze odpowiedniej nazwy dla bloga. 🙂

Próba „wyśnienia” nazwy dla bloga nie bardzo się udała…

Ostatecznie zdecydowałam się na „introwertyczkę”, choć nie jest to z pewnością jedyna dominująca cecha mojego charakteru. Niestety nazwa typu “ekoświrnięta-trawożerna-introwertyczna-feministka.pl” była już zajęta, miałam też pewne obawy, że mogłabym o czymś zapomnieć. A właśnie, jeszcze lewaczka. 😉 I matkopolka. I rękodzielniczka /szmatoholiczka…

Tak, jeśli obawiacie się, że każdy, kto identyfikuje się którymś z powyższych określeń (i wieloma innymi również), znajdzie swoje miejsce na tym blogu, to macie absolutną rację. Czujcie się jak u siebie w domu (tylko proszę nie śmiecić boto-komentarzami!).

Niestety witryna ekoświrnięta-trawożerna-introwertyczna-feministka.pl” była już zajęta…

introwertyczka

Ale wracając do meritum, miałam nadzieję przedstawić mój punkt widzenia w kwestii intro- i ekstrawertyzmu. Otóż, śmiem twierdzić, że istnieją dwa typy ludzi – tacy, którzy dostają kopa energetycznego podczas spotkań z innymi ludźmi, którzy w ten sposób ładują akumulatory i po całonocnej imprezie wstają pełni życia i miłości do świata…

I są też tacy ludzie jak ja – introwertycy. Którzy po półgodzinnej kawie z kumpelą mają ochotę zaszyć się na tydzień w swojej jaskini (tfu! Sypialni, ofkors!) i wychodzić tylko na siku. Którzy unikają spotkań z ludźmi, a jeśli są do nich zmuszeni przez czynniki zewnętrzne lub, bo “tak wypada”!), muszą je później odreagować w samotności, bez bodźców od innych istot (tu ściema w żywe oczy, bo nie chodzi o wszystkie istoty, a tylko o te gadające)!

A najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że to nie jest tak, że ja się źle bawię w czasie spotkań czy imprez. Że ja ich nie lubię. Wcale nie. Jestem totalnym lwem salonowym, duszą towarzystwa, niezawodnym katalizatorem dobrej zabawy, #musthave każdej domówki. Ale… to mnie kosztuje ogromną ilość energii. A że jestem już starsza i mądrzejsza niż na studiach (no dobra, jestem po prostu stara i zmęczona życiem!), to i zapasy energii są na wyczerpaniu. I muszę je ostrożnie dozować, żeby starczyło na te sześćdziesiąt kilka lat, które planuję jeszcze przeżyć*.

*obiecałam synom, że dożyję setki. 😉

Czasami muszę po prostu odreagować w samotności…

The Introvert’s Guide to Good Living (czyli Introwertyczki Przewodnik po Dobrym Życiu) to mój własny poradnik, jak żyć. Myślę, że ekstrawertycy również świetnie się tu odnajdą, nawet jeśli czasem przewrócą ze zdumieniem oczami czytając, jak schowałam się w szafie przed moimi dziećmi i dlaczego wspólne “posiedzenia” w toalecie (razem z moim najmłodszym, ofkors) to niedokładnie moja ulubiona część dnia. 🙂

Na szczęście pisanie bloga wcale nie zużywa moich nakładów energetycznych. Wręcz przeciwnie, tworzenie kolejnych postów daje mi niezłego kopa i mam nadzieję, że Wy podczas czytania też nabieracie energii do dalszego działania.

Blogowanie to idealne zajęcie dla introwertyczki.

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top