Jak się wpasować i po co? | How to fit in and why?

Znasz to uczucie, że nijak nie pasujesz do towarzystwa, w którym właśnie się znalazłaś? Siedzisz w odrętwieniu z uśmiechem przyklejonym do twarzy, choć chce Ci się ziewać. Albo wręcz przeciwnie. Masz ochotę wybuchnąć śmiechem, bo poziom absurdu przekracza Twoje najśmielsze oczekiwania.

Podobno nasze społeczeństwo ceni sobie indywidualizm. Jednostki wyróżniające się spośród tłumu są stawian na piedestale, traktowane z szacunkiem… Hahahah! Serio! Czytasz to i kręcisz głową? Ja też! 

Przecież to, czego nasze społeczeństwo oczekuje, to poczucie bezpieczeństwa, żeby wszyscy byli podobni do nas i, broń boże, nie zaskakiwali nas jakimiś tam wydziwieniami, innościami i nie wiadomo, co jeszcze!

Jak w filmie „Lego” – wszyscy mają trzymać się instrukcji i nie próbować nic zmieniać.

Jesteś „taki jak wszyscy”! Super!
Nie pasujesz? To spadaj!

Dla mnie to uczucie niedopasowania było przewodnią emocją w czasie mojej edukacji szkolnej. W podstawówce (a chodziłam do 4 różnych klas w dwóch szkołach – dzięki, rozwodzący się rodzice, przeprowadzający się na drugi koniec miasta!) było to prawie nie do zniesienia. Jedynym ratunkiem był ciągły stan zaczytania i łażenie po szkolnych korytarzach z głową w chmurach. Czasem miałam wrażenie, że pochodzę z innej planety… 

Książki były moim kołem ratunkowym…

W liceum sytuacja uległa kompletnej zmianie. Chociaż wydawało mi się, że nie ma nikogo podobnego do mnie (Ach, ten egocentryzm nastolatki!), to udało mi się dostać do szkoły i klasy, w której każdy uczeń miał swoje  dziwactwa. Każdy był na swój sposób zakręcony. I nauczyciele zdawali się tego nie zauważać (No dobra, oni też byli kompletnie pojechani!). Okazywali sporo pobłażliwości dla naszej odmienności, a nawet uczniów udało się coś osiągnąć.

Czasem miałam wrażenie, że pochodzę z innej planety.

introwertyczka

Jedyne, czego z całą pewnością nie akceptowali, to bycia płytkim (“pustym” – jak to nazywaliśmy w tamtych czasach) i rezygnacji z siebie za cenę chwilowej popularności. Za każdym razem, kiedy zdarzyło mi się powiedzieć coś głupiego lub zachować w sposób, który “urągał powadze najlepszego liceum w mieście”, moja wychowawczyni rzucała mi spojrzenie pt. S-E-R-I-O?!?, a jeśli to nie przynosiło pożądanego efektu, dodatkowo rzucała tylko: “Em-ma!?” takim tonem, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

I wiecie co? To działało. Nie było potrzeby żadnych nagan, uwag czy wysyłania do dyrektorki. Nie pamiętam, by jakikolwiek uczeń wyzywał nauczyciela, nawet jeśli jawnie się z nim nie zgadzał i butnie to pokazywał. A prezentowanie opinii odmiennych od nauczycieli było wręcz na porządku dziennym. Fakt, że uczniowie mają prawo głosu i samodzielnego myślenia nie urągał pozycji nauczyciela. Wręcz przeciwnie – dążyliśmy do tego, by być dla nich wartościowymi partnerami w dyskusji.

Z posłusznych uczniów zmieniliśmy się w partnerów do dyskusji.

Kiedy teraz o tym myślę, zdaję sobie sprawę, jak niesamowite miałam szczęście, że właśnie taka szkoła ukształtowała mnie jako człowieka. Całe to “inteligenckie zadęcie”, lekceważenie dóbr materialnych, niepoddawanie się znieczulicy, a także porządna dawka savoir vivre’u (tu ukłon w stronę profesorki języka polskiego) sprawiły, że pieniądze czy prestiż społeczny są dość nisko na mojej liście priorytetów życiowych.

Co ciekawe, bardzo wielu z „dziwaków” z mojej klasy odniosło sukces zawodowy i finansowy. Klasowe popychadła z podstawówki rozwinęły skrzydła z pewnym opóźnieniem, ale w sposób efektowny i skuteczny. Wiadomo, nikogo nie posadziłam na kozetce, żeby sprawdzić poziom zadowolenia z życia, ale zdaje się, że większość z nas wyniosła ze szkolnych lat znacznie więcej niż tylko znajomość wszystkich lewostronnych dopływów Wisły.

Pieniądze  są dość nisko na mojej liście priorytetów…

introwertyczka

I chociaż zrozumienie najważniejszej lekcji, której nauczyło mnie moje liceum, zajęło mi dobrych kilka lat, to teraz już wiem, że nie chodzi o to, żeby się wpasować. Wręcz przeciwnie – chodzi o to, żeby się nie wpasować, a przynajmniej nie za cenę ukrycia jakiejś części swojej osobowości. Najważniejsze jest, by cenić to niedopasowanie u siebie i innych. By żyć, przyjmując tę różnorodność z radością i entuzjazmem.

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top