Jeść, by żyć czy żyć, by jeść? Rozważania na temat diety

Ty pewnie również znasz to uczucie? Godziny uciekają, dzień goni dzień i prawie nie pamiętasz kolejnych weekendów. Praca, partner(ka), dzieci i/lub domowy zwierz lub dwa. Do tego próbujesz uniknąć wtórnego analfabetyzmu, więc od czasu do czasu chwytasz za książkę lub wychodzisz z domu, żeby się “ukulturnić”.

Nadmiar bodźców, liczba spraw do załatwienia, nudnych codziennych obowiązków do wykonania i głupot do zalajkowania sprawiają, wszystko robisz jakby “po łebkach”. Nie zastanawiasz się nad niczym zbyt długo, bo przecież nie ma na to czasu. A już na pewno nie spędzasz bezsennych nocy, rozmyślając nad swoją dietą czy sposobem ubierania. Wybacz, ale masz ważniejsze sprawy na głowie.

Tymczasem coś tak podstawowego, jak dieta może wywrócić do góry nogami całe nasze życie. I zapewne często dokładnie to robi, choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Co to jest zła dieta?

Kiedy myślimy o skutkach złej diety, zazwyczaj widzimy tylko czubek góry lodowej. Nadwaga? Uwierz mi, że o ile nie masz problemów zdrowotnych (z krążeniem, bólem stawów kolanowych, wysokim cholesterolem itp.), to nadprogramowe kilogramy nie powinny spędzać Ci snu z powiek.

Ale jest tego więcej. Przesuszone lub przetłuszczające się włosy? Trądzik lub atopowe zapalenie skóry? Nawracające zapalenie pęcherza moczowego lub dróg rodnych? Bóle mięśni i/lub stawów? Wiecznie zapchane zatoki? Nazbyt częste wzdęcia i zaparcia? Czyżby Twój organizm próbował Ci coś powiedzieć?

A może odczuwasz dolegliwości (czasem drobne, ale wkurzające), na które kolejni lekarze nie znajdują lekarstwa? Komentarz typu “Taka Pani uroda! Proszę nauczyć się z tym żyć!” sprawia, że czasem po prostu ręce opadają.

Czas na życiową decyzję…

W tym miejscu oczywiście zakładam, że cieszysz się dobrym zdrowiem i nie cierpisz (jeszcze) na żadne poważne schorzenie, zaliczane do chorób cywilizacyjnych. Jeśli tak jest, każda zmiana powinna odbywać się pod opieką mądrego i doświadczonego lekarza i dietetyka. Swoją drogą, jeśli masz możliwość skorzystania z opieki lekarskiej w zakresie diety, jest to doskonały pomysł bez względu na Twój stan zdrowia.

Jeśli dotarłaś/eś tak daleko w lekturze dzisiejszego wpisu, to nadszedł czas na podjęcie decyzji. Życiowej decyzji. Jak chcesz żyć? Czy jesteś w stanie zaakceptować coraz niższy standard życia, by móc jeść, na co tylko masz ochotę? A może jednak jesteś w stanie zaakceptować ograniczenia w żywieniu oraz całkowitą eliminację pewnych produktów, by cieszyć się dobrym zdrowiem i długim życiem? Obie opcje są dopuszczalne. Każda niesie za sobą konsekwencje, z którymi trzeba będzie się zmierzyć.

Wszystko leży w tym konkretnym wyborze: Czy żyjesz, żeby jeść? Czy jesz, żeby żyć?

Obserwuję teraz moich rodziców, którzy wchodzą właśnie w okres swojej trzeciej młodości i bardzo żałuję, że nie ma w nich chęci, by poprawić jakość życia za pomocą diety i ruchu. Oni po prostu w to nie wierzą. Nie chce im się spróbować, choć to mogłoby im przedłużyć życie, albo nawet je uratować. Obserwuję wielu moich znajomych, którzy są jeszcze młodzi i zdrowi. Większość z nich odżywia się bardzo źle, ale nie odczuwa potrzeby zmiany diety. Nie łączą (jeszcze drobnych) dolegliwości, które ich męczą, ze sposobem odżywiania. Wolą wziąć pigułkę i zapomnieć o problemie niż dokonać głębokich zmian w swoim sposobie myślenia i odżywiania.

Zastępuj zamiast eliminować

Głęboko wierzę (a raczej jestem przekonana dzięki mnogości dowodów naukowych), że zbilansowana dieta jest w stanie wydłużyć życie i dramatycznie poprawić jego jakość. Jednak wiąże się to z wieloma wyrzeczeniami i odmawianiem sobie produktów, którymi zastawione są całe półki w hipermarketach.

I tu pojawia się kolejne pytanie – czy rzeczywiście chodzi tylko o odmawianie sobie? Przecież na dłuższą metę 99% ludzi nie wytrzyma na restrykcyjnej diecie, która nie sprawia im przyjemności. Zwłaszcza jeśli sklepowe półki, reklamy telewizyjne i billboardy kuszą pięknie wyglądającym jedzeniem, które jest dalekie od zasad zdrowego żywienia. Być może wytrwasz na diecie eliminacyjnej kilka dni lub tygodni (dlatego właśnie post dr Dąbrowskiej przewidziany jest na maks. 6 tygodni), ale ostatecznie złamiesz się i popłyniesz na fali pysznego i bardzo niezdrowego jedzenia.

Prawdziwy potencjał kryje się nie w eliminacji, ale w zastępowaniu produktów, które działają na naszą niekorzyść. Nie jesz masła? Zastąp je humusem. Uwielbiasz hamburgery? Zamień je na burgery roślinne, najlepiej w wersji pieczonej zamiast smażonej. Mleko krowie Ci nie służy? Zrób własne mleko roślinne albo po prostu kup je przy okazji zakupów w dyskoncie.

I umówmy się, ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest proste. To nie jest zmiana z dnia na dzień. To nie jest zmiana, której uda Ci się dokonać bez problemu. Będziesz zaliczać wpadki, będziesz się wściekać na niedostępność produktów lub stresować wysokimi cenami niektórych dodatków. Wreszcie będziesz się niepokoić reakcją rodziny i otoczenia, które być może nie posiada takiej świadomości zdrowotnej czy ekologicznej.

Jednak uwierz mi, że w ogólnym rozrachunku to jest najbardziej zaj**ista życiowa podróż, jakiej możesz się podjąć. Za każdy trudny moment i “wyrzeczenie” (a raczej “zastąpienie”) odczujesz 10 chwil satysfakcji. Wszyscy dookoła kichają, a Ty masz odporność słonia? Dobra dieta! Koleżanka ma problemy z cerą, ale Ty już nie, bo nie jesz czekolady mlecznej? Brawo – dobra dieta! Wreszcie, nie czujesz się już taka ociężała, a po zjedzeniu obiadu nie musisz uciąć sobie drzemki? Tak, tak… Już wiesz, co chcę powiedzieć. Dobra dieta!

Kierunek: zdrowie

Ostatni podpunkt wielu osobom może wydać się kontrowersyjny, ale jest już tak mocno udokumentowany w literaturze fachowej, że postanowiłam go dodać. Dobrze zbilansowana (!) dieta roślinna dramatycznie zwiększa Twoje szanse na uniknięcie chorób cywilizacyjnych (przeczytaj TU). Chyba każdy z nas ma w swoim otoczeniu osoby, które chorują lub zmarły na cukrzycę, zawał lub nowotwór. Nieprzetworzona Dieta Roślinna (z ang. whole food plant based diet) to jeden z najlepszych, najbardziej dostępnych i najtańszych sposobów, by zachować zdrowie i uniknąć takiego losu. Co ważniejsze, w wielu przypadkach może wręcz wspomóc leczenie osób chorych lub znacząco podwyższyć komfort ich życia.

Co masz do stracenia? Zawsze możesz wrócić do kotletów i kawy z mlekiem. Daj sobie szansę i spróbuj NDR (Nieprzetworzonej Diety Roślinnej) przez 30 dni, a później dokonaj świadomego wyboru. I ciesz się jego konsekwencjami.

***

To pierwszy w trzech postów wprowadzających do działu jedzeniowego na blogu. Żeby nie być gołosłowną i nie ograniczać się jedynie do filozoficznych wywodów, chciałabym, abyście byli moimi partnerami w podróży do lepszego odżywiania.

Moja podróż już się zaczęła. Właśnie zakończyłam pełny, sześciotygodniowy post dr Dąbrowskiej. Jest to cykl ponad 20 postów, które stopniowo będą pojawiać się na blogu. Znajdziesz wśród pamiętnik postowiczki (czyli moje doświadczenia – nie tylko żywieniowe – z okresu postu), poradniki i gratisy do wydruku, które znacząco ułatwiają samodzielne przeprowadzenie postu w domu.

Zachęcam Cię również do zapisania się na listę mailingową. Dzięki temu będziesz na bieżąco otrzymywać informacje o nowościach na blogu, gratisach od Introwertyczki i sekretnych wiadomościach tylko dla newsletterowiczów.


Photo by Brooke Lark on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top