Introwertyczka na zakupach – wstęp

Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem nowego działu na blogu (wreszcie!), choć cykl postno-jedzeniowy wcale nie zmierza ku końcowi. Wręcz przeciwnie, mam co do niego wiele planów na 2019 rok. Ale nie samym jedzeniem człowiek żyje…

Dlatego nadszedł ten moment. Idę na zakupy. I chciałam podzielić się z Wami moimi inspiracjami, planami zakupowymi, „wishlistami” (<— taki mały anglicyzm, chodzi mi oczywiście o listy życzeń, które posiada wiele sklepów internetowych) itp. Zauważyłam, że tego rodzaju posty należą do moich ulubionych na blogach, które obserwuję.

„Pokaż mi swoje zakupy, a powiem Ci, kim jesteś!” – no właśnie, zazwyczaj pokazanie ulubionych produktów powie nam 100x więcej o danej osobie niż wielustronicowe opisy i biografie. Ja w moich zakupach kieruję się następującymi zasadami (od najważniejszego):

  • bez produktów odzwierzęcych
  • produkowane lokalnie
  • bez plastiku
  • ekologiczne
  • od drobnych przedsiębiorców / handmade
  • używany zamiast nowego

Czy stosuję te zasady w 100%? NIE! Niestety nie! Zazwyczaj szukam opcji, która spełnia wszystkie warunki. Jeśli to niemożliwe (często nie ma takich produktów), zastanawiam się, czy rzeczywiście dany produkt jest mi potrzebny.

Istnieje ciekawa metoda robienia zakupów, uwielbiana przez minimalistów (a znienawidzona przez marketingowców), która pozwala uniknąć kompulsywnych zakupów. Jeśli podoba Ci się jakiś produkt, zrób jego zdjęcie lub zapisz link do strony, na której można go kupić. Ustaw przypominajkę w kalendarzu na 30 dni później. Do tego czasu musisz powstrzymać się przed zakupem tego produktu. Po upływie miesiąca ochronnego (kiedy kalendarz wyświetli przypomnienie), a Ty wciąż uważasz, że produkt ten jest Ci potrzebny lub po prostu masz na niego ochotę, wtedy możesz go z czystym sumieniem nabyć. Proste, co?

A dlaczego ta metoda jest znienawidzona przez marketingowców? Otóż, nawet 20% naszych zakupów to efekt działania strategii marketingowych na naszą podświadomość. Stosując tryb opóźnionego zakupu, zmniejszasz ryzyko zakupu pod wpływem impulsu praktycznie do zera.

Ale co zrobić, jeśli po zastanowieniu stwierdzam, że dany produkt jest mi potrzebny (nie mylić z przydatnym – czasem potrzebuję też głupot, kurzołapek i innych „poprawiaczy nastroju”)? Wtedy po prostu go kupuję. I nie robię z tego dramatu. Nawet nie robię sobie wyrzutów sumienia. Niestety spinanie się z takich powodów powoduje tylko depresję i jest wymówką do kolejnych (mniej lub bardziej) bezsensownych zakupów.

W przeszłości przez dłuższy czas (prawie 18 miesięcy) postawiłam sobie za cel, by nie kupować nic wyprodukowanego w Azji. Chodziło głównie o Chiny, ale po lekturze kilku artykułów o produkcji ubrań w Bangladeszu czy Wietnamie postanowiłam rozszerzyć go na całą Azję. I jak mi poszło? Świetnie! Po 18 miesiącach miałam tak gigantyczne braki w garderobie (wyobrażacie sobie nie kupować nowej bielizny przez półtora roku?!), że z żalem musiałam zarzucić to postanowienie.

Teraz staram się kierować powyższymi zasadami, ale traktuję je bardziej jako wytyczne niż surowe zasady, których muszę przestrzegać za wszelką cenę.

To co? Gotowi na mój pierwszy rajd po sklepach? Jeśli tak, zapraszam TU.


UWAGA!
Część odnośników do moim blogu to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli po kliknięciu w link dokonasz zakupu, ja otrzymam drobną kwotę w zamian za polecenie.

Czy poleciłabym dany produkt nawet bez afiliacji?
Jasne, wiele produktów nie ma linków afiliacyjnych, ponieważ w pierwszej kolejności wybieram produkt, a dopiero później sprawdzam, czy jest dostępny w moim programie afiliacyjnym.

Jednocześnie pamiętaj! To nie są moje produkty. Wielu z nich jeszcze nie przetestowałam, inne są na moim „30-dniowym okresie ochronnym” i dopiero zastanawiam się nad zakupem. Niektórych nigdy nie kupię, ponieważ nie mam na nie miejsca, a jedynie wzdycham do nich cicho przed ekranem komputera.

I ostatnia sprawa – niech moje odnośniki, polecenia i „wiszlisty” nie będą kolejnym elementem marketingowej gierki nakręcającej konsumpcjonizm. Przed każdym zakupem zastanów się, czy rzeczywiście dany produkt jest Ci potrzebny i czy możesz kupić opcję lokalną/używaną/tańszą itd.

Możesz też zawsze zrobić sobie dobrą kawę, usiąść z komórką na kanapie i po prostu pooglądać linki do rzeczy, które mnie inspirują, by lepiej mnie poznać. A jeśli masz opinię na temat któregokolwiek z tych produktów, koniecznie daj mi znać w komentarzu i/lub wiadomości prywatnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top