Pamiętnik Postowiczki – tydzień V. i VI.

Ostatnie dwa tygodnie postu – to już tylko formalność. Skoro przetrwałam poprzednie cztery tygodnie i tydzień przygotowań, jak mogłabym nie poradzić sobie na sam koniec?

Racja? Nie, takie myślenie to błąd. Błąd, który popełniłam podczas mojego pierwszego pełnego postu.

Łatwo jest opisywać, jak przyjemny i bezproblemowy może być post. Zdecydowanie trudniej jest przyznać się do gigantycznej porażki. A przecież byłam doskonale przygotowana. Miałam moje szablony, przeczytałam książki i wszystkie ważniejsze posty z grupy na FB. Byłam gotowa na wszelkie problemy. Oprócz samej siebie…

Około 30-go dnia postu miałam poważny kryzys. Tak poważny, że zastanawiałam się, czy nie przerwać postu. Nie złamałam żadnej zasady, nie przekroczyłam żadnych limitów, nie musiałam brać jakichkolwiek niedozwolonych leków. Ale całą sobą czułam, że powinnam jak najszybciej zakończyć post. Że już mi wystarczy. Pamiętacie mój post o błędach podczas postu? Ostatniego właśnie się dopuściłam.

„Naucz się słuchać swojego organizmu, odróżniać głód od zachcianek, a wymówki od prawdziwych powodów, dla których warto skrócić post.”

INTROWERTYCZKA – 11 błędów, których nie chcesz popełnić na poście dr Dąbrowskiej.

A jednak pomimo całego tego przygotowania, czytania książek i ogromnej motywacji (a raczej właśnie z jej powodu) zignorowałam sygnały, które wysyłał mi mój organizm. Dlaczego?

Dlaczego spiep**łam post?

Cóż, właśnie rozpoczęłam piąty tydzień, zostało mi 12 dni i na horyzoncie widziałam już flagę zwycięstwa. Tak bardzo chciałam się Wam pochwalić, że przebrnęłam przez cały post i że efekt jest spektakularny. Zakończyć po czterech tygodniach zamiast sześciu to jak nie zakończyć w ogóle – porażka! (<— Ps. Takie myślenie to bzdura. Dobrze to wiem. Sama to napisałam!)

 Każdy dzień na poście to ogromny sukces. Bez względu na to, czy wytrwasz 7 dni czy 42 (…). Nie podcinaj sobie skrzydeł, jeśli nie przebrnęłaś przez tyle dni, ile sobie zaplanowałaś.

INTROWERTYCZKA – 11 błędów, których nie chcesz popełnić na poście dr Dąbrowskiej.

I moje sukcesy wcale nie wydawały się warte opowiadania. Ludzie gubią po kilkanaście kilogramów w trakcie postu, leczą poważne schorzenia, zmieniają całkowicie tryb życia. A ja? Kilka kilo na minusie, szczuplejsza twarz i absolutny brak bólu kolan, które dokuczał mi od bardzo dawna. Inne dolegliwości też wydawały się zmniejszać, więc bardzo chciałam sprawdzić, czy po kolejnych dwóch tygodniach kompletnie zanikną. Takie drobiazgi jak poranne wstawanie czy większa energia nie wydawały mi się nawet warte wspominania.

Dodatkowo chciałam wypróbować jeszcze tyle przepisów (nie wypróbowałam), wreszcie zacząć ćwiczyć (nie ćwiczyłam), jeść więcej surowizny (nie jadłam) i zrobić porządne porównanie przed i po poście, włącznie z wynikami badań i pełną analizą składu ciała (zgadłaś! Nie zrobiłam tego!).

Efekty poszczenia wbrew sobie

Na efekty złych decyzji nie trzeba było długo czekać. Po kilku dniach nie miałam już poczucia, że powinnam przerwać post. Raczej zaczęło się wielkie odliczanie do końca. I chociaż powtarzałam głośno, że czeka mnie jeszcze kolejne 6 tygodni wychodzenia, to moja podświadomość już zacierała ręce na myśl o nadchodzących urodzinach syna, moich i innych okolicznościach, kiedy będę mogła sobie podjeść wszystko to, czego do tej pory sobie odmawiałam.

Takie myślenie to kolejny błąd. To prosta droga do gigantycznego jo-jo.

Wychodzenie z postu powinno trwać tyle samo co sam post. (…) nieprawidłowe wychodzenie z postu nie tylko zaprzepaści wszystkie korzyści zdrowotne (…), ale wręcz spowoduje dodatkowe problemy.

INTROWERTYCZKA – 11 błędów, których nie chcesz popełnić na poście dr Dąbrowskiej.

Jednak całą siłę woli zużyłam na przetrwanie tych ostatnich dwóch tygodni i moja motywacja do wychodzenia zgodnie z moim własnym planem była praktycznie zerowa. Jak to się skończyło? Pewnie możecie się domyślać…

Wychodzenie niezgodnie z zasadami

Do końca postu przestrzegałam zasad w 100%. W ostatnich dniach przeglądałam pilnie przepisy na wegańskie desery z samych owoców i warzyw, próbując wyłuskać te, które sprawdzą się w pierwszych tygodniach wychodzenia. Oglądanie zdjęć słodyczy z pewnością nie pomogło mi utrzymać motywacji.

Już w pierwszym tygodniu wychodzenia zaliczyłam potknięcia, choć wciąż próbowałam przestrzegać zasad pierwszego tygodnia (wszystkie owoce i warzywa, 1000 kcal). Ale dodatkowo piłam kawę. Z mlekiem owsianym. Wydawało mi się, że skoro nie muszę już utrzymywać OW (czyli ketozy), to takie „drobne obejście zasad” nie spowoduje większych problemów.

Racja? Nie! Kolejny błąd.

Wystarczy drobne odejście od zasad (…), a szybko zobaczysz najczarniejszy możliwy scenariusz. (…) jednak wiele postowiczek pozwala sobie na niewielkie odstępstwa z nadzieją, że “być może nic się nie stanie”. 

INTROWERTYCZKA – 11 błędów, których nie chcesz popełnić na poście dr Dąbrowskiej.

Przestrzeganie postu w 99%, nawet podczas wychodzenia (a może w szczególności wtedy) jest równie słabe co nie przestrzeganie zasad w ogóle. Wstyd mi na myśl o tym, z jakim politowaniem myślałam o dziewczynach, które same sobie fundują jo-jo i marnują efekty uzyskane podczas postu. Halo! Robiłam dokładnie to samo! Wrrrr…

Lawina błędów

Ostatnim błędem, który popełniłam, a którego NIGDY bym się po sobie nie spodziewała, to szybki powrót do starych, złych nawyków. To niewiarygodne, z jaką łatwością wpadłam w pułapki normalnego żywienia.

Post jest pierwszym krokiem do pięknej, życiowej podróży w kierunku lepszego i zdrowszego życia. Jeśli chcesz, by wspaniałe rezultaty uzyskane w trakcie postu zostały z Tobą na dłużej, musisz całkowicie zrewidować swoje poglądy na zdrowie i zacząć dbać o swój organizm.

INTROWERTYCZKA – 11 błędów, których nie chcesz popełnić na poście dr Dąbrowskiej.

Duża kawa na pusty żołądek zamiast wody z cytryną? Picie zbyt małych ilości wody? Dojadanie po dzieciach? (Jak mogłam znowu to sobie robić?!!?) Wynagradzanie sobie stresów i smutków niezdrowym jedzeniem? I oczywiście przekraczanie zapotrzebowania kalorycznego. W którymś momencie mam wrażenie, że kompletnie odpłynęłam i nie mam jakiejkolwiek kontroli nad swoimi zachciankami.

Porażka i upokorzenie

Z sześciu tygodni wychodzenia zrobiły się może dwa, a nawet w tym okresie nie byłam w stanie trzymać się zasad. Ze śmiechem (a był to śmiech przez łzy) zakreślałam kolejne dni w kalendarzu wychodzenia, choć na każdym dniu miałam ochotę narysować wielki czerwony wykrzyknik, żeby pokazać, jak jestem sobą rozczarowana.

Czy muszę dodawać, że poczucie kompletnej porażki wcale wcale nie pomogły w przestrzeganiu zasad wychodzenia? Im bardziej się samobiczowałam, tym częściej i mocniej łamałam zasady.

Mój mąż tylko przyglądał się temu wszystkiemu i kręcił z niedowierzaniem głową. „Po co tyle się męczyłaś? Żeby to teraz zaprzepaścić?” Chciałam zaprzeczyć, ale miał rację. Tylko że nie miałam siły walczyć z własnymi słabościami.

Najgorsze było to, że wiedziałam, że zostanę poddana ocenie efektów postu przez osoby, które wcześniej zauważyły moją (tymczasową) przemianę. I chociaż wyraźnie mówiłam, że poszczę ze względów zdrowotnych, to powrót kilogramów z pewnością zostanie zauważony.

Konsekwencje

Z utraconych w trakcie postu 7 kilogramów (czyli wcale nie jakiejś dramatycznej utraty wagi!) wróciły 3-4. Problemy ze snem i wstawaniem pojawiły się praktycznie natychmiast. Inne dolegliwości (mniej lub bardziej krępujące), których miałam nadzieję pozbyć się dzięki postowi, również wróciły, choć nie w takim samym natężeniu.

Dzisiaj upływa prawie miesiąc od planowanej daty zakończenia okresu wychodzenia z postu i po raz pierwszy poczułam znowu ból kolan. Jestem praktycznie w punkcie wyjścia. I chyba powinnam być wdzięczna, że nie jest gorzej niż na początku. Bo spaprałam to dokumentnie.

Plan na przyszłość

Czy powtórzę post?

Bardzo bym chciała, choć nie sądzę, bym podjęła się kolejnego pełnego postu. Prawdopodobnie zacznę od 1-2 dniowych przypominajek i spróbuję 14-dniowego postu w lecie lub jesienią.

Co teraz?

Próbuję wziąć się w garść, powrócić do dobrych nawyków i nie katować się wyrzutami sumienia. Staram się widzieć dobre strony złej sytuacji. Mam nadzieję, że będzie to lekcja (dla mnie i dla Was, jeśli umiecie uczyć się na cudzych błędach), że trzeba słuchać swojego organizmu.

Powoli (bardzo powoli) wdrażam dobre nawyki, o których pisałam TU (patrz pkt 6.). To świetny zestaw, który już sam w sobie (bez względu na to, czy jest wstępem do postu czy nie) daje pozytywne rezultaty.

Traktuję to doświadczenie jako eksperyment dla samej siebie. Czy jestem w stanie akceptować siebie, nawet kiedy popełniam błędy? Czy jestem w stanie olać (wybaczcie kolokwializm) to, co myślą o mnie inni? Czy jestem w stanie obronić się przed ich krytyką i przekuć tę porażkę w późniejszy sukces?

Mam nadzieję, że tak.



***

Ten wpis należy do cyklu poświęconemu postowi dr Dąbrowskiej. Jest to cykl ponad 20 postów, wśród których znajdziesz pamiętnik postowiczki (czyli moje doświadczenia – nie tylko żywieniowe – z okresu postu), poradniki i gratisy do wydruku, które znacząco ułatwiają samodzielne przeprowadzenie postu w domu, a także zestawienia i podsumowania o tematyce okołopostowej – takie jak dzisiejszy post.

Zachęcam Cię również do zapisania się na listę mailingową. Dzięki temu będziesz na bieżąco otrzymywać informacje o nowościach na blogu, gratisach od Introwertyczki i sekretnych wiadomościach tylko dla newsletterowiczów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top