Matka-introwertyczka urządza pokój dla wielbiciela Batmana – cz.1

Follow my blog with Bloglovin

Mój 5-letni syn jest wielbicielem serii LEGO Batman. Mnie również rozbraja to, nieco ironiczne, podejście do serii DC. Batman w wersji LEGO jest zawsze poważny, zadufany po czubeczek narysowanego nosa, nie ma za grosz poczucia humoru (choć wydaje mu się, że ma) i jest… introwertykiem!

Oj tak! LEGO Batman po prostu nie lubi ludzi. 

A w zasadzie to lubi ich, pod warunkiem, że pozostają w bezpiecznej odległości od niego i jego jaskini. Brzmi znajomo? Nagle utożsamiasz się z klockowym bohaterem w czarnej masce? Ha, to jest nas dwoje! 😉

Nic więc dziwnego, że kiedy mój 5-latek wyraził chęć posiadania „pokoju tematycznego”, LEGO Batman od razu przyszedł nam do głowy. Na razie jesteśmy na etapie zbierania inspiracji, ustalania szczegółów i szykowania materiałów do wspólnych projektów DIY.

Jeśli macie ochotę się przyłączyć do naszej metamorfozy, planujecie coś podobnego u siebie lub od lat nosicie się z zamiarem przeobrażenia pokoju swojego lub dziecka, przygotowałam dla Was (i dla siebie) serię postów, w których zmierzę się z kolejnymi etapami takiej metamorfozy.

1. Założenia:

Aby nie pogubić się w późniejszych działaniach, najlepiej z góry określić sobie (i innym uczestnikom projektu, nawet jeśli to 5-latek – jesteście partnerami w tym projekcie) założenia, których chcecie się trzymać w trakcie realizacji Waszego dzieła.

W naszym przypadku sensacji nie ma. Pokój ma być zaaranżowany w zgodzie z naszymi poglądami. Ma być (jak najbardziej, choć nie za wszelką cenę):

  • ekologicznie – unikamy plastiku, zbędnej chemii, gadżetów na baterię (dopuszczam lampeczki na akumulatorki, co by syn się nie bał ciemności);
  • zero waste – tu stosujemy swego rodzaju stopniowanie naszych założeń:
  1. Jak najmniej kupowanych produktów, w pierwszej kolejności chcemy użyć tego, co już mamy;
  2. Jeśli już coś kupujemy, w pierwszej kolejności szukamy produktów używanych;
  3. Jeśli już kupujemy nowe, w pierwszej kolejności szukamy produktów „handmade” i lokalnych, a nie sprowadzanych z fabryki na drugim końcu świata;
  4. Jeśli już kupujemy sprowadzane, za wszelką cenę próbujemy uniknąć produktów z Chin, ponieważ nie zgadzamy się na łamanie praw człowieka w tamtejszych fabrykach (<— tak wygląda teoria, stąd mój dłuuugi wywód, jednak w praktyce 90% produktów w polskich sklepach pochodzi właśnie z PRCh);
  • DIY – chciałabym, aby mój syn włączył się w aranżację swojego pokoju w równym stopniu co ja i mój mąż. Nawet jeśli ucierpi na tym efekt końcowy (mój 5-latek nie jest mistrzem wycinania i kolorowania), to czas spędzony wspólnie i późniejsza duma z samodzielnie przystrojonego pokoju z pewnością nam to wynagrodzą;
  • minimalistycznie – w przypadku wzornictwa i urządzania wnętrz sprawdza się powiedzenie, że „mniej daje więcej”. Mniejsza ilość elementów „dizajnu” robi większy efekt niż przestrzeń naładowana gadżetami, które tworzą niespójny misz-masz. Jeszcze nie opanowałam kompletnie umiejętności „edytowania siebie” i umiaru w aranżacji wnętrza, więc metamorfoza tego pokoju będzie dla mnie poważnym testem z samorozwoju.

2. Tablica inspiracji

To baaaardzo ważny krok, a często lekceważony lub pomijany. Tablica z inspiracjami pozwoli Ci lepiej zrozumieć, jaki efekt chcesz uzyskać. Może też pomóc w przeciwny sposób – jeśli masz jakiś pomysł i znajdziesz w sieci zdjęcie z innej realizacji, które go uwzględnia, może się okazać, że jednak wcale nie masz ochoty na podobny efekt u siebie. Dzięki temu możesz zrezygnować z pewnych elementów lub uniknąć błędów swoich „poprzedników”.

Ja założyłam sobie tablicę na Pintereście i stopniowo uzupełniam ją o zdjęcia, linki, projekty i aranżacje, które mi się podobają. Powoli czuję, że moja wizja się krystalizuje. Ale dam sobie jeszcze przynajmniej kilka tygodni, by upewnić się co do wszystkich detali.

3. Paleta kolorów

Minimalistycznie czy nie – zdecydowanie najlepiej już na początku wybrać paletę kilku (!) kolorów, a później bezwzględnie się jej trzymać. W palecie powinny się znaleźć 1-4 kolory neutralne, 1-2 akcenty i 1-2 kolory dopełniające.

Klasyczne logo Batmana stawia na podstawowe kolory w zdecydowanych odcieniach. Czarny, biały i żółty od razu kojarzą się ze słynnym nietoperzem. Ale zauważ, że nawet tu pojawiają się odcienie szarości i zgaszony żółcień.

Tu kolory są bardziej dojrzałe, oba odcienie żółtego (choć ten ciemniejszy to już właściwie brąz) są na tyle spokojne, że można ich użyć w dużych ilościach i nie dostać oczopląsu. Trzy odcienie stalowych szarości to idealne tło dla ciepłych akcentów.

Zdjęcie do plakat, który można kupić na www.posters.pl

Podoba mi się wersja z dodatkiem niebieskiego. Wydaje mi się znacznie mniej oczywista niż powyższe. Minusem (?) jest to, że aranżacja pokoju w takich kolorach nie będzie w oczywisty sposób nawiązywać do Batmana. Ale może to nawet i lepiej…?

Rysunek jest do kupienia w formie plakatu w sklepiku MyGeekPosters na Etsy.

Powyższa paleta to mój faworyt. Mocna kreska, minimalistyczny rysunek i nieoczywiste kolory. I jeszcze dwa odcienie turkusu, za którym ostatnio szaleję. Gdybym miała aranżować pokój dla siebie, zrobiłabym to właśnie w tych kolorach.

Co dalej?

W kolejnych wpisach zajmę się już konkretnymi etapami metamorfozy: co zrobić ze ścianami, jak przeobrazić meble, co i gdzie powiesić/postawić, żeby efekt nie przytłaczał, a całość wyglądała spójnie. Tymczasem zaglądajcie na mój Instagram i tablicę na Pintereście, gdzie dzielę się codziennymi znaleziskami w tym temacie.

Czy Wasze dzieciaki też mają ochotę na takie odjechane pokoje czy raczej pasuje im klimat dziecięcego misz-maszu i „wszystkiego po trochu”? Podejmowaliście się kiedokolwiek takiego zadania? Piszcie na priv lub w komentarzach. Chętnie posłucham Waszych dekoratorskich historii.



***

Ten wpis należy do cyklu poświęconemu domowym projektom DIY. Zaczynamy od pokoju dziecięcego (a będzie ich więcej) i stopniowo będziemy przechodzić do kolejnych pomieszczeń, kuchni i łazienki, a nawet piwnicy. Ma być minimalistycznie, nowocześnie, zero-waste’owo i momentami zabawnie. Będę się dzielić moimi inspiracjami, spostrzeżeniami, sukcesami i… błędami.

Jeśli zapiszesz się na listę mailingową, będziesz na bieżąco otrzymywać informacje o nowościach na blogu, gratisach od Introwertyczki i sekretnych wiadomościach tylko dla newsletterowiczów.


UWAGA!
Część odnośników do moim blogu to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli po kliknięciu w link dokonasz zakupu, ja otrzymam drobną kwotę w zamian za polecenie.

Czy poleciłabym dany produkt nawet bez afiliacji?
Jasne, wiele produktów nie ma linków afiliacyjnych, ponieważ w pierwszej kolejności wybieram produkt, a dopiero później sprawdzam, czy jest dostępny w moim programie afiliacyjnym.

Jednocześnie pamiętaj! To nie są moje produkty. Wielu z nich jeszcze nie przetestowałam, inne są na moim „30-dniowym okresie ochronnym” i dopiero zastanawiam się nad zakupem. Niektórych nigdy nie kupię, ponieważ nie mam na nie miejsca, a jedynie wzdycham do nich cicho przed ekranem komputera.

I ostatnia sprawa – niech moje odnośniki, polecenia i „wiszlisty” nie będą kolejnym elementem marketingowej gierki nakręcającej konsumpcjonizm. Przed każdym zakupem zastanów się, czy rzeczywiście dany produkt jest Ci potrzebny i czy możesz kupić opcję lokalną/używaną/tańszą itd.

Możesz też zawsze zrobić sobie dobrą kawę, usiąść z komórką na kanapie i po prostu pooglądać linki do rzeczy, które mnie inspirują, by lepiej mnie poznać. A jeśli masz opinię na temat któregokolwiek z tych produktów, koniecznie daj mi znać w komentarzu i/lub wiadomości prywatnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top