15 rzeczy, które ułatwią Ci życie na poście dr Dąbrowskiej – i po również!

Życie dzieli się na życie przed postem i życie po poście.

I jeszcze krótki moment w trakcie samego postu, który jednak może się wydawać wiecznością, jeśli przez 42 dni jesz mdłe, pieczone warzywa i niedoprawione zupy. Uwierz mi, przeszłam przez to i jestem żywym dowodem na to, że łatwiej wytrwać w postnych postanowieniach, jeśli posiada się odpowiednie narzędzia, akcesoria i składniki, dzięki którym postne jedzenie lepiej wygląda i smakuje.

Dlatego postanowiłam przygotować zestaw rzeczy i produktów, które polecam w trakcie postu i po poście, a nawet bez postu. Niektóre z nich są ze mną od dawna, inne kupiłam (lub pożyczyłam) specjalnie na potrzeby postu. Wszystkie zostaną ze mną na dłużej i, szczerze mówiąc, już nie wyobrażam sobie życia bez nich.

„Przydasie” podzieliłam na 3 kategorie: sprzęt kuchenny, artykuły spożywcze i gadżety. A na samym końcu dołączyłam jeszcze czarną listę rzeczy, których lepiej nie kupować ani na poście, ani w ogóle.

Chociaż dzielę się linkami do produktów, które kupiłam lub które mi się spodobały, polecam poszukiwanie tańszych/bardziej ekologicznych/lokalnych/mniej plastikowych alternatyw. A najlepiej przejrzeć szuflady kuchenne u mamy lub cioci i zapytać, czy nie mają przypadkiem zbędnej wyciskarki lub ociekacza do sałaty.

Sprzęt i akcesoria kuchenne

  • obieraczka do warzyw – obieraczka (niektórzy wolą formę męską „obierak”) to taki dziwny dwustronny nożyk, z ruchomą główką i ostrzami skierowanymi do wewnątrz, który obiera skórkę z warzyw i owoców. Jeśli jeszcze nie masz go w swoich zasobach, kup go przy najbliższej okazji. To tzw. „lajf czejndżer”. Zdecydowanie przyśpiesza proces obierania warzyw (a w trakcie postu zjada się ich tony!), zmniejsza ilość odpadów i skrywa sekret, który czyni go tak niezbędnym podczas postu. Otóż, obieraczką do warzyw można w łatwy sposób zrobić „tagliatelle” z cukinii lub marchewki.

UWAGA! Można znaleźć 2 rodzaje obieraczek do warzyw – z ostrzem ustawionym poziomo lub pionowo. Wg mnie nie ma to żadnej różnicy, ale są fani obu wersji. Osobiście nabyłam najtańszą obieraczkę do warzyw, jaką udało mi się znaleźć (2,54 PLN w Ikei!). Jeśli jednak wolisz wersję bez plastiku (chwała Ci za to!), to mi się podoba ta metalowa. Bez problemu znajdziesz wiele innych wersji, ale nie widzę powodu, by przepłacać za to proste narzędzie.

  • wyciskarka do cytrusów – Ach! Mam wrażenie, że ludzie dzielą się na tych, którzy cytrynę do herbaty kroją i tych, którzy ją wyciskają. U nas zawsze kroiło się grube plastry i nigdy nie słyszałam o wyciskarce. Jeśli potrzebowałam soku z cytrusów, ściskałam połówkę owocu i kapałam prosto do gara. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wyciskarkę w akcji (znajomy robił guacamole i w 10 sekund wycisnął dwie limonki), oniemiałam. Mnie zajęłoby to przynajmniej kwadrans, wliczając czas potrzebny na odnalezienie wszystkich wyciśniętych pestek.

Wyciskarkę również nabyłam w szwedzkiej sieciówce. Jest plastikowo-metalowa i nieszczególnie ją lubię, ale sprawdza się doskonale, więc nie mam powodu, by poszukać nowej/ładniejszej/mniej plastikowej. Polecam zakup ładnej wyciskarki, ponieważ tego rodzaju gadżet raczej się nie zużywa i będziesz z nim obcować w kuchni przez kolejne kilkadziesiąt lat. Baaaaardzo podoba mi się retro klimat tej szklanej wyciskarki, a moi chłopcy pewnie uwielbialiby tę w kształcie łódeczki (EDIT! Z tego, co widzę jest plastikowa). Za to ten porcelanowy kaktus spełnia wszystkie wymagania: jest minimalistyczny, cudowny pod względem designu i spodoba się dzieciom.

  • blender – Blender był na mojej „wiszliście” od bardzo dawna, ale jako szczęśliwa posiadaczka Thermomixa nie bardzo miałam powód, by go kupić. Thermomix ma jedną podstawą wadę (oprócz oczywistej, czyli swojej niebotycznej ceny) i jest to brak małej misy do miksowania. Aby cokolwiek mocno zblendować, musiałam mieć minimum 0,5-1,0litra produktów. Potrzebowałam małego, podręcznego narzędzia, które nie będzie zajmować całego blatu w kuchni i w którym będę mogła zmielić kilka łyżek płatków owsianych lub zrobić smoothie z jednego jabłka.

Ostatecznie kupiłam blender, choć spotkało się to z wyraźną dezaprobatą mojej drugiej połówki (kolejny sprzęt w domu, który będzie leżał zakurzony w kuchennych szafkach?!). Kupiłam raczej tanią wersję blendera Silvercrest z Lidla, z trzema pojemnikami o różnej wielkości i dwoma ostrzami (do smoothie i do orzechów). Nie jest idealny. Kupiłam go tylko dlatego, że był dostępny od ręki, a ja miałam dość robienia koktajli na hektolitry. Były nawet momenty, kiedy zastanawiałam się nad jego zwrotem (czasem pojemnik nie daje się wykręcić z podstawy blendera, a zamiast tego odkręca się nakrętka!). Ostatecznie został z nami i będę się z nim męczyć tak długo, jak się da. Jednak gdybym miała dokonać tego zakupu raz jeszcze, zdecydowałabym się na blender kielichowy ze szklanym kielichem, kilkoma rozmiarami kielichów i różnymi rodzajami ostrzy. Ten blender spełnia wszystkie moje wymagania i ma dobrą moc, więc powinien poradzić sobie z lodem czy orzechami.

  • odsączacz do sałaty – cudowne, śmiesznie tanie urządzenie (moje z Ikei), dzięki któremu unikniesz sałaty z ciemnymi, mokrymi plamami. Chociaż plastikowe (nie znalazłam innej wersji), dzięki niemu już nie kupuję miksów sałatkowych, które były niegdyś u nas regularnie na stole. Teraz wystarczy, że podrę sałatę na kawałki, zaleję wodą, a następnie osuszę w tej wirówce i gotowe. Każde użycie to jeden plastikowy worek mniej.
  • mata do pieczenia – pieczone warzywa znacząco poprawiają jakość życia na poście. Ja piekę często i dużo, ale do tej pory wciąż nie zaopatrzyłam się w matę silikonową do pieczenia, przez co zużywam całe rolki papieru do pieczenia. Zdecydowanie będzie to jeden z najważniejszych zakupów w najbliższym czasie. Na rynku jest ich bardzo wiele i wydaje mi się, że raczej są do siebie podobne. Warto tylko upewnić się, że mata nadaje się do pieczenia, a nie tylko do wałkowania.
  • foremki do lodów na patyku – jeśli jesteś fanką lodów lub słodyczy w ogóle, a także jeśli planujesz poszczenie w lecie, foremki do lodów na patyku będą w stałym użytku. Ja mam klasyka z Ikei (chyba już wiesz, że jestem fanką tej sieciówki), ale każdy inny też się nada.

Artykuły spożywcze

  • papryka wędzona – ach! Papryka wędzona w proszku do królowa wśród papryk. Jest słodka, cudownie pachnie i poprawia smak każdej (?) potrawy. Nie zaproponuję Ci konkretnej marki, ale uwierz mi, przetestuj ich jak najwięcej, dopóki nie znajdziesz tej jednej jedynej, która Ci pasuje. Osobiście kupuję paprykę wędzoną w lokalnym sklepie Zero waste (tak na marginesie, to możecie do nich napisać i zamówić wysyłkę w papierowych opakowaniach. Polecam!) i dodaję do wszystkiego, co ma być na ostro. Mniam!
  • sól kala namak – „czarnej soli” nie da się dodać do wszystkiego. W zasadzie przydaje się tylko do 1-2 potraw, ale za to daje spektakularny efekt. (!) UWAGA! Nie nachylaj się nad otwartym opakowaniem, ponieważ „jajeczny” zapach zwala z nóg. Jeśli przesadzisz z ilością, podobnego zapachu możesz się też spodziewać w toalecie, więc zalecam umiar! Jeśli jednak zastosujesz środki ostrożności, sól kala namak zmienia o 180* doświadczenia na poście. Majonez z kalafiora jako dodatek do wszystkiego czy kalafiornica to potrawy, które mogą uratować Cię przed złamaniem zasad postu. Najlepiej zacznij od zakupu niewielkiej ilości lub pożycz od kogoś odrobinę na spróbowanie. Ja znalazłam tylko opakowanie 1-kilogramowe, które starczy mi prawdopodobnie do śmierci.
  • agar – Agar (czasem można spotkać się z nazwą agar agar lub agartyna) to sproszkowany glon, który ma działanie zbliżone do żelatyny. Jest jednak zdecydowanie mocniejszy, bez problemu zrobisz z nim galaretkę z kiwi czy ananasa (co nie jest możliwe z żelatyną). Również sam proces żelowania trwa krócej – już w 30 minut będziesz mieć gotową galaretę. Agar w trakcie postu sprawdzi się do zrobienia warzyw w galarecie z bulionu (jeśli przy okazji użyjesz glonów Nori do owinięcia selera, wyjdzie Ci coś w stylu ryby w galarecie) albo galaretki z soku owocowego. W ten sposób łatwo oszukać psyche spragnioną słodyczy, jednocześnie przestrzegając zaleceń postu.
  • nori – wspomniany już wyżej glon Nori to nic innego jak czarna „skórka” od sushi, która daje mocny, rybny posmak. Kupuje się to w płatach. Wystarczy lekko namoczyć i wykorzystać na przykład do zrobienia seleryby (w trakcie postu pieczonej zamiast smażonej) lub rybnego bulionu, a nawet sushi z ryżem z kalafiora czy wrapy z warzywami.

Inne narzędzia i akcesoria

  • folia aluminiowa – dla niektórych to podstawa w kuchni, inni raczej od niej odchodzą (podobno jest niezdrowa). Jednak w trakcie postu foli aluminiowa pozwala na upieczenie czosnku jak na grillu i otrzymanie naturalnego „masła czosnkowego”. Choćby z tego jednego powodu warto jednak się w nią zaopatrzyć.
  • analizator składu ciała – tak ambitnie nazywa się waga, która oprócz pomiaru kilogramów, analizuje też ilość wody, tłuszczu, masy mięśniowej itp. w organizmie. Niby gadżet, ale dzięki niemu możesz w łatwy sposób ocenić, czy ubytek wagi to efekt utraty wody, mięśni czy może jednak tłuszczu. Ja mam analizator polskiej firmy Tanita (sprawuje się bez zarzutu już od ponad 3 lat), jednak widziałam tańsze opcje, które powinny być równie dobre.
  • testy paskowe na obecność ciał ketonowych – małe paseczki plastiku, na które należy nasiusiać codziennie rano, by sprawdzić, czy w moczu są ciała ketonowe. Jeśli są, to oznacza, że jesteś w fazie odżywiania wewnętrznego (czyli Twój organizma spala złogi i własne tkanki, by odżywić mózg). To gadżet i da się prowadzić post bez nich, jednak są ogromnym ułatwieniem, a w przypadku wpadki potwierdzeniem, czy musisz wyjść z postu czy możesz kontynuować. W mojej ocenie warto w nie zainwestować. W większości aptek znajdziesz paski Keto-Diastix. Niestety do tej pory nie znalazłam innych, być może nie plastikowych…?
  • butelka filtrująca – kolejny „lajf czejndżer”. Na poście, po poście, bez postu. ZAWSZE! Butelka z filtrem to podstawa. Dzięki niej nie musisz nosić ze sobą wody. Możesz uzupełnić butelkę kranówką w dowolnym miejscu, a filtr zrobi resztę za Ciebie. Ja mam wersję „dyskontową”, ale jeśli zależy Ci na mniejszej ilości plastiku lub nieco lepszym wzornictwie, na rynku pojawiło się wiele opcji z wyższej półki. Bardzo podoba mi się ta z nieopakowanym filtrem węgla. A najlepsze jest to, że możesz kupić sam filtr węglowy, wrzucić go do dowolnego bidonu lub butelki i używać w taki sam sposób.
  • słój na zakwas – to jedyny element, co do którego jestem jeszcze kompletnie zielona. Ponieważ robienie własnego zakwasu napawa mnie ogromnym lękiem, to i testy słojów na zakwas czekają na przypływ odwagi. Mam w domu coś w tym stylu, więc zacznę pewnie od takiego, ale zdaje się, że każdy się nada, więc jedyne, co mi pozostaje, to wybrać przepis (to już mam od dawna), zebrać tyłek w troki (tu gorzej, motywacji brak) i zrobić ten ch**erny zakwas! (Czyżby postanowienie noworoczne…?)

Czarna lista rzeczy zbędnych w trakcie postu i kiedykolwiek indziej

Na koniec jeszcze (nieco z przymrużeniem oka) lista gadżetów, które raczej nie przydadzą Ci się w trakcie postu, a które będą zapychały szafki jak jeden wielki wyrzut sumienia, bo kosztują tonę pieniędzy, zaśmiecają planetę i wcale nie zachęcają Cię do zdrowszego trybu życia.

  • dieta pudełkowa – serio?! Naprawdę potrzebujesz, by ktoś przywoził Ci codziennie po 10-20 plastikowych opakowań tylko po to, żeby z nich zjeść surówkę lub pieczone warzywa?! To już nawet nie jest lenistwo! To draństwo w stosunku do siebie i środowiska. Nie rób sobie tego! Fujka!
  • wyciskarka do soków – fajny gadżet, przez pierwszy tydzień wyciśniesz tonę soków dla siebie i rodziny, wyrzucisz tonę odpadków (które tak a propos są najcenniejszą częścią warzyw i owoców, pełną błonnika i substancji odżywczych), po czym ukryjesz ją z tyłu szafki i udasz, że w ogóle jej nie kupiłaś.
  • obieraczki do skórek z warzyw, ozdobne wycinaczki znaczków itp. – znajdziesz je w wielu sklepach pod wieloma nazwami. Sama posiadam trzy takowe i uwierz mi, ani razu ich nie użyłam (w trakcie postu podjęłam jedną próbę, która zakończyła się całkowitą klęską). Jeśli nie jesteś cukiernikiem hobbystą, zapaloną instagramerką, która wykorzystała już wszystkie inne metody dekorowania potraw, to nie będą przydatnym narzędziem w Twojej kuchni.
  • Thermomix / Vitamix / inny kosmicznie drogi blender/podgrzewacz/mikser w jednym – Jako posiadaczka takiego urządzenia nie twierdzę, że jest bezużyteczne. Wręcz przeciwnie, kompletnie zmienił moje podejście do gotowania i jest w użyciu kilka razy dziennie od ponad pięciu lat. ALE… Nie jest niezbędny, ani nawet szczególnie potrzebny w trakcie postu. Będziesz w stanie wykonać wszystkie czynności w inny sposób, więc nie odwlekaj postu tłumaczeniem, że nie posiadasz jeszcze blendero-miksero-podgrzewacza.
  • waga kuchenna/miarka z wagą/elektroniczne mierniki kuchenne do pomiaru czegokolwiek – naprawdę?! W jaki sposób można uzasadnić zakup kolejnego plastikowego badziewia za kilkadziesiąt złotych w trakcie diety, której głównym celem jest maksymalne uproszczenie zasad odżywiania. Post, jak żaden inny czas w życiu, to moment, kiedy najlepiej jest wrócić do podstaw i smaków z dzieciństwa, ponownie nauczyć się smaków pojedynczych produktów spożywczych (które zazwyczaj zalewamy toną dodatków, tłustymi, mięsnymi lub śmietanowymi sosami i które topimy w oleju).

Pewnie znalazłoby się jeszcze wiele gadżetów które warto kupić lub wręcz przeciwnie, które należałoby omijać szerokim łukiem. Daj znać, czy i w Twojej kuchni znajdzie się kilka z powyższych akcesoriów lub czy planujesz ich zakup.

Jestem bardzo ciekawa Waszych kuchennych historii.


***

Ten wpis należy do cyklu poświęconemu postowi dr Dąbrowskiej. Jest to cykl ponad 20 postów, wśród których znajdziesz pamiętnik postowiczki (czyli moje doświadczenia – nie tylko żywieniowe – z okresu postu), poradniki i gratisy do wydruku, które znacząco ułatwiają samodzielne przeprowadzenie postu w domu, a także zestawienia i podsumowania o tematyce okołopostowej – takie jak dzisiejszy post.

Zachęcam Cię również do zapisania się na listę mailingową. Dzięki temu będziesz na bieżąco otrzymywać informacje o nowościach na blogu, gratisach od Introwertyczki i sekretnych wiadomościach tylko dla newsletterowiczów.


Cudowne zdjęcie autorstwa Nick Fewings dla Unsplash


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top